Piotr Grążawski


Strona Główna Artykuły Download Forum Linki Kategorie Newsów


Nawigacja
Strona Główna
Artykuły
Download
FAQ
Forum
Linki
Kategorie Newsów
Kontakt
Galeria
Szukaj
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 55
Najnowszy Użytkownik: PoBofeve
Witamy
Serdecznie witam na stronie poświęconej historii, legendzie i dorobkowi kulturalnemu kresów Pomorza Nadwiślańskiego, a zwłaszcza miastu Brodnicy oraz jego najbliższym okolicom. Jest ona dedykowana tym wszystkim dla których określenie Mała Ojczyzna nie jest tylko pustym zwrotem. Sam jestem potomkiem starego rodu, który - po mieczu - od średniowiecza zamieszkuje Kresy Pomorza Nadwiślańskiego i mam do tej ziemi szczególny sentyment, spłacając dług przodkom próbami ratowania ich dziedzictwa kulturowego i historycznego. Życzę miłego pobytu w moim Vaterlandzie! Niedługo powinny pojawić się nowe artykuły, zatem zapraszam w gości!
ZWYCZAJE OKOLIC BRODNICY ZWIĄZANE Z NARODZINAMI CZŁOWIEKA
mataka Kultura ludowa tej części Pomorza Nadwiślańskiego nigdy nie tryskała jakimiś szczególnie frywolnymi wątkami. Cechowała ją raczej pewna powściągliwość, a nawet surowość w mowie i obyczajach. Być może miała na to wpływ dość ongiś liczna społeczność ewangelicka, czy menonicka, której przedstawiciele w sporej liczbie zamieszkiwali podmiejskie wsie, zwłaszcza w XVII i XIX stuleciu. Nic zatem dziwnego, że wszelkie zjawiska związane z intymnością życia człowieka były – na ile się dało – otoczone zmową milczenia, tak właściwą w tradycyjnych światopoglądowo społeczeństwach. Reguły moralne wyciągnięte z nauczania kościołów (katolickiego, protestanckiego) nie miały zbyt szerokich interpretacji, co sprawiało, iż – ogólnie rzecz biorąc – panował pewien porządek, wręcz jasność postaw w tym względzie.
Owa „jasność postaw” nakazywała kwestie związane z poczęciem i śmiercią człowieka traktować jak tajemne misterium. Misterium, którego świętość oba kościoły podkreślały, lecz nie próbowały wyjaśniać do końca - tak bez reszty. Zostawiły tu miejsce na nieco fantazji, doświadczenia, niegroźnego (chyba) zabobonu, ludowej religijności...
Zresztą przeczytajcie sami o zwyczajach związanych z ciążą i narodzinami, jakie ongiś żyły w okolicach Brodnicy (w dziale ARTYKUŁY/ETNOGRAFIA).
Z NASZYCH TRADYCJI NIEPODLEGŁOŚCIOWYCH
AK Gdy skończyła się niemiecka okupacja Pomorza, a pod osłoną pepesz zwycięskiej Armii Czerwonej zaczęto instalować nową władzę, której już pierwsze posunięcia rozwiały nadzieję na samodzielność Polski, postanowili znów walczyć. Mieli zbyt rogate dusze aby po przegnaniu jednego okupanta kłaniać się drugiemu. Gdy nie dało się choćby pozornie legalnie zapewnić spokój swoim ziomkom, to otwarcie chwycili za broń. Wkrótce partyzanci Stanisława Balli „Sowy” przejęli niemal całkowitą kontrolę nad sporym obszarem, o kształcie wielokąta wyznaczonego przez miejscowości: Lubawa, Górzno, Radoszki, Głęboczek, Mroczno, Grodziczno, Koszelewy, Płośnica, Dłutowo.
Mimo przeprowadzenia ponad 50 akcji zbrojnych, mimo konieczności wymykania się licznym obławom bezpieki, bojców Armii Czerwonej, NKWD, nawet czołgów (pod Zieluniem), itp., oddział Stanisława Balli „Sowy” nigdy nie został rozbity. „Przeszli do cywila” z rozkazu dowódcy –kapitana Nowakowskiego „Łysego”. O ich wyczynach na ziemi michałowskiej i lubawskiej do dziś opowiada się wręcz legendy, tym bardziej, że cieszyli się wielką, autentyczną sympatią i zaufaniem miejscowych.
Z tego oddziału wyłloniła się później kolejna grupa partyzantów walczących z komunistami, także podległa dowództwu Ruchu Oporu Armii Krajowej - formacja "Cichego" (o nim też napiszę).
O żołnierzach Stanisława Balli "Sowy" przeczytaj w ARTYKUŁY/1939-1950
Na zdjęciu obok - fragment patrolu drugiego plutonu Stanisława Balli w podbrodnickim lesie. 1946 rok.
Życie codzienne za Gierka ... ciekawe
GerconI tak niespodziewanie wyszło, że człowiek żył w czasach, które z wypiekami na policzkach (albo z durnego musu nauki) badają studenci historii. Z owych czasów wprawdzie mają zdecydowanie więcej śladów niż pozostawiły po swojej epoce np. dinozaury, czy mamuty ba! Mają do dyspozycji żywe skamienieliny w postaci takich gości jak ja, który epokę tow. Gierka pamięta doskonale, bo gdy się zaczęła miałem lat 10, zaś na jej finał wchodziłem w 20 lato. Mimo wszystko dość głupio przyjąć fakt swoistej "historyczności" - Za szybko! Ludzie, kiedy to wszystko minęło!
Polecam dziś pracę młodej studentki ANNY SUWIŃSKIEJ (w ubiegłym 2009 r skończyła UMK), zatytułowaną "Życie codzienne epoki Gierka". Ci, którzy żyli w tamtych czasach pewnie niczego nadzwyczajnego - w sensie faktu - pewnie się nie dowiedzą, natomiast ciekawe jest co innego; jak młoda dziewczyna, urodzona w drugiej połowie lat 80 XXw na podstawie dokumentów, badań, relacji itd widzi tamten czas. Jakie wnioski wysnuła ze swych naukowych dociekań.
Zapraszam do Artykuły/Historia
TELEWIZJA SOLIDARNOŚĆ TORUŃ
tv
RADIO SOLIDARNOŚĆ TORUŃ
radio
O TYM JAK MŁODA BRODNICA POSTAWIŁA SIĘ STANOWI WOJENNEMU
opa Mija dokładnie 28 lat od haniebnego wyroku Sądu Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy skazującego pięcioro brodniczan na kary długoletniego więzienia za działalność opozycyjną na początku stanu wojennego. Przypomnę; sąd w składzie kpt. Zbigniew Bromirski (przewodniczący), ppłk Włodzimierz Baziak i mjr Mikołaj Hozakowski, z oskarżenia prokuratora wojskowego ppor. Pawła Ławniczaka wydał wyroki skazujące: Jana Kóża (ucznia brodnickiego LO) na 4 lata więzienia, Mieczysława Łaszewskiego na 3 lata więzienia, Mariannę Łaszewską (studentkę) na 4 lata więzienia, Włodzimierza Szmejchla na 1 rok więzienia, Zbigniewa Zielińskiego (studenta) na 4 lata więzienia.
Najgorzej potraktowano Jana Kóża. Pomimo, że w chwili aresztowania był uczniem czwartej klasy LO w Brodnicy, to 25 maja 1983 roku Rada Państwa odmówiła mu ułaskawienia (decyzję osobiście podpisał jej przewodniczący prof. Henryk Jabłoński). Siedział najpierw w Potulicach (gdzie trafił na jakiś czas do karceru, ograniczono mu dostarczanie paczek żywnościowych), potem w Braniewie, skąd go wypuszczono pod koniec stycznia 1984 roku.
Przeczytajcie o tym w ARTYKUŁY/SOLIDARNOŚĆ
ODDZIAŁY PODZIEMIA NARODOWEGO OPERUJĄCE W POWIECIE BRODNICKIM PO STYCZNIU 1945r
WiNMarzyli o wolnej, niepodległej Polsce. Nie mogli znieść porządków nowej władzy kryjącej się za pepeszami NKWD. Spodziewali się wyzwolenia, a zobaczyli, że Armia Czerwona wcale go nie przyniosła. Widzieli jak ich sąsiedzi, ich rodziny spędzani są jak bydło, pakowani do towarowych wagonów i wywożeni do łagrów. Dostrzegli, że wczorajszy fornal, który ledwo umiał się podpisać, dziś awansował na oficera, na wójta, na pana życia i śmierci.
Zorganizowali się w oddziały, posłuchali swoich przywódców, często do partyzantki popchnęła ich sytuacja, a niektórzy wręcz liczyli, że wybuchnie trzecia wojna, która w dalekim efekcie pozwoli Polakom zbudować Polskę wyłącznie polskimi rękami.
Sen miał jeszcze długo się nie spełnić. Nasłano na nich nie tylko żołnierzy nowej władzy, jej konfidentów, różnej maści sługusów, aparat represji, "sądownictwo", lecz także bolszewików z NKWD i ich całą 64 spec dywizję.
W powiecie brodnickim (podobnie jak na całym Pomorzu) najaktywniejsze były oddziały związane z ruchem endeckim - narodowym. W dziale ARTYKUŁY/1939-1950 zamieszczam listę grup partyzanckich operujących na terenie powiatu brodnickiego (lub tylko niektórych jego gminach).
LISTA MIESZKAŃCÓW POWIATU BRODNICKIEGO ZAMORDOWANYCH W RADZIECKICH OBOZACH KONCENTRACYJNYCH, ZABITYCH W CZASIE TRANSPORTU
ListaNatychmiast po tzw. "wyzwoleniu Brodnicy" przez Armię Czerwoną do swojej bandyckiej roboty przystąpiły formacje NKWD i zbrodniarze z radzieckiego kontrwywiadu SMIERSZ, wspomagani przez tabun polskich komunistów, którzy przybyli tu z okolic Rypina i szybko utworzyli formacje podległe Urzędowi Bezpieczeństwa Publicznego.
Przez pierwsze dni mieszkańcy Brodnicy przeżywali prawdziwe piekło. W mieście co chwila wybuchały pożary wzniecane przez - najczęściej pijanych - wyzwolicieli, wyrzucano ludzi z domów (to spotkało m.in. moją rodzinę) mnożyły się rabunki i inne gwałty. Jednocześnie przeprowadzano masowe aresztowania, czasem wręcz łapanki. Zatrzymanych (rzecz jasna w zdecydowanej większości były to aresztowania bez jasnej przyczyny) Polaków z tej części Pomorza koncentrowano w obozach przejściowych, a potem organizowano transport na zesłanie.
Trudno dziś ustalić ilu mieszkańców powiatu Brodnickiego (nie dotyczy mniejszości narodowych, np. Niemców) straciło życie w sowieckich łagrach. Parę lat temu szacowano, iż mogło to być około 800 osób do końca 1945 roku. Jedną ofiar bolszewickiego terroru jest mój wuj Celestyn Grążawski (brat ojca) urodzony 10 sierpnia 1924 r. Miał 20 lat, gdy wpadł w łapy Armii Czerwonej. Doskonale wiedzieli, że jest Polakiem. Nie wiemy jak i kiedy został zamęczony. W ciągu wielu powojennych lat Rodzina szukała go przez Czerwony Krzyż i inne organizacje - bezskutecznie. Ostatni ślad pochodzi z marca 1945 roku, z obozu Urupin pod Stalingradem od współtowarzysza niedoli Z. Winiarskiego z Brodnicy (ZW przeniesiono wówczas do innego łagru). Na Liście jest też kuzyn mojego ojca - Władysław Grążawski.
Nieżyjący już Stefan Bilski próbował ustalić nazwiska choćby części z nich. Tę listę, wzbogaconą o uzupełnienia także z moich badań - przedstawiam (pierwsze kilkadziesiąt nazwisk już tam jest, następnie będę umieszczał sukcesywnie) w ARTYKUŁACH/ DOKUMENT.

Na zdjęciu powyżej (z prawej) - tak wyglądało powiadomienie o śmierci skazanego w obozie u wyzwolicieli.
ODNALEZIONO PAMIĄTKOWĄ TABLICĘ Z BRODNICKIEGO DWORCA PKP
ZnalazłW okolicznościach o których na razie nie mogę pisać (dałem słowo, że przez jakiś czas tego nie zrobię) znaleziono pamiątkową tablicę poświęconą MARSZAŁKOWI JÓZEFOWI PIŁSUDKIEMU. Owa tablica była swego czasu uroczyście zamontowana na gmachu brodnickiego dworca PKP (ufundowali ją brodniccy kolejarze), zaś zdjęto ją po zajęciu miasta przez wojska niemieckie w 1939 roku.
Przeleżała w ukryciu prawie 70 lat! Mimo nie najlepszych warunków przechowywania jest w doskonałym stanie - bez żadnych uszkodzeń i pęknięć.
Mam nadzieję, że już w najbliższym czasie będę mógł dokończyć tego newsa, podając m.in informacje co do dalszych losów tej pamiątki czasów minionych.
Józef Piłsudski był w Brodnicy tylko raz, a i wtedy ... no ... powiedzmy - gościł inaczej. Było to 5 czerwca 1921 roku. jego pociąg zatrzymał się przy brodnickim dworcu PKP, gdzie wcześniej przybyły władze świeckie i wojskowe oraz delegacje społeczne, a także - jak to mi kiedyś powiedział pewien stary kowal z Brodnicy - "każden, kto ino mógł łazić".
Marszałek wyszedł ze swojej salonki, przywitał się z przedstawicielami władz. Podobno coś mówił do zgromadzonych ale ponieważ zgromadzone tłumy ani na chwilę nie przestawały gromko wiwatować w efekcie prawie nikt nic nie usłyszał i tak wiekopomne słowa uleciały wraz z gwizdem odjeżdżającej (po dwóch godzinach) marszałkowskiej lokomotywy....
WIELKANOCNE REMINISCENCJE
WlkNIEZWYKŁE MEMENTO PRZED RADOŚCIĄ ZMARTWYCHWSTANIA

Zwykle w okolicach świąt budzi się w nas sentymentalna magia, która na co dzień drzemie w zabieganym człowieku. Wyczarowuje wówczas w naszej wyobraźni klimaty i obrazy minionych dawno dni. Wyciąga z serdecznych pokładów pamięci zdarzenia lub osoby w jakiś sposób związane z przeżywanym okresem.
Wielu ucieka wówczas do przeszłości, czasem aż do dzieciństwa, gdzie kolory miały intensywniejszą barwę, a odkrywany świat fascynował bogactwem mocnych wrażeń.
Znów stają przy nas ukochane osoby i na kilka cudownych chwil wraca CZAS... Wyselekcjonowany... Nieco przemalowany... Nasz serdeczny...
Gdzieś w okolicach Świąt Wielkiej Nocy moja kochana babcia Anna częściej niż zwykle zaglądała do swoich przedwojennych roczników „Przewodnika katolickiego”. Od kiedy pamiętam, zawsze intrygowały mnie te opasłe tomiska szaroróżowych gazet, solidnie oprawionych w dawnej brodnickiej drukarni Wojciechowskiego. Zwłaszcza lubiłem ilustracje ze stron tytułowych poszczególnych numerów „Przewodnika”. Były klasyczne, czasem wręcz piękne, a zawsze czytelne. Przedstawiały sceny biblijne, albo z życia świętych. Nieraz między szlachetnymi postaciami, uduchowionymi twarzami pojawiał się – na ogół przerażający - wizerunek intruza – diabła kusiciela. Bałem się tego gagatka, ale mimo to zawsze go sobie dokładnie obejrzałem, podziwiając kunszt artysty w oddaniu obrzydliwości tej postaci...
A jednak żadna z tego rodzaju ilustracji nie pozostawiła po sobie przejmującego wspomnienia. Uczyniła to dopiero reprodukcja obrazu Andrea Mantegny „Martwy Chrystus”, umieszczona w którymś z kwietniowych numerów pisma z bodaj 1935 roku.
Gdy po raz pierwszy ujrzałem ten obraz ogarnęła mnie autentyczna groza. Chyba nie ma drugiego takiego malarskiego dzieła, które by w podobny – brutalny, sugestywny sposób oddawało śmierć Chrystusa.
Później, po wielu latach miałem okazję zobaczyć oryginał w mediolańskiej galerii Brera i wszystko wróciło w spotęgowanym wrażeniu. Choć dzieło najpierw zaskoczyło mnie rozmiarami (niewiele większe od ekranu telewizora), to jednak emanujący z niego klimat wytworzony przez popielate światło wyczarował zupełnie nową ostrość odbioru. Widać wyraźnie rozpacz, wręcz makabryczną potęgę śmierci, zupełnie jakby doskonały Mantegna chciał określić swoje Memento. A przecież wtedy gdy powstał obraz (ok. 1460r) cywilizacja europy zachwycona była właśnie eksplodującym gejzerem kolorów renesansu. Gdzie tam śmierć?! Może dlatego Andrea Mantegna przez czterdzieści lat nie pokazał światu tego obrazu. Znaleziono go w jego pracowni, gdy sporządzano pozgonny spis. Przez czterdzieści lat nikt nie wiedział o istnieniu absolutnego dzieła, ale też oznacza to, że przez czterdzieści lat Mantegna samotnie kontemplował to co ono przedstawiało. Wracając do swojej pracowni z blichtru zewnętrznego świata natrafiał na Memento, przypomnienie czym się to wszystko kończy – jak wygląda brama do Chrystusa i być może dlatego życie spędził tak sensownie, pracowicie. Gdy zmarł w 1506 roku jego imię już było nieśmiertelne. Zostanie takim po kres ludzkiej cywilizacji.

Wprowadzenie stanu wojennego oczami ówczesnych działaczy NSZZ"S" w Brodnicy
SWDziś, po wielu latach coraz trudniej odtworzyć tamte chwile z grudnia 1981 roku. Bezpośredni świadkowie wydarzeń rozjechali się po Polsce, a nawet świecie, tak jak Aleksandra Warmińska, czy Adam Olszewski - nie żyją, lub zwyczajnie zapomnieli szczegóły. Są tacy, którzy do dziś nie chcą o tym mówić. Ostatni to czas na ratowanie wspomnień, ustalanie faktów z relacji tych, dla których była to historia pisana "na ich skórze".
Do działu Artykuły/Historia wrzucam dziś spisaną przeze mnie relację z pierwszych dwóch dni stanu wojennego w Brodnicy. Skonstruowałem ją głównie ze wspomnień Adama Raczyńskiego, Edwarda Semeniuka i śp. Aleksandry Warmińskiej - Oli. Wówczas, w 1981 roku byli oni absolutnymi liderami lokalnej Solidarności, choć przecież wraz z Tadeuszem Gutkowskim, Adamem Olszewskim, Barbarą Litwińską, Mieczysławem Mosakowskim i innymi "oficerami" związku stanowili zgrany zespół, który jak wynika z posiadanych przeze mnie dokumentów dawnego Podregionu Brodnica, a także wspomnień ich współpracowników mieli ambitne plany obudzenia w mieście obywatelskich postaw.
W momencie, gdy plany zaczęły krzepnąć, a niektóre zaczęto wcielać w czyn, gdy np. od nowego - 1982 roku zamierzano przekształcić powielaczowy biuletyn "Ziemia Michałowska" na w miarę normalną (realia PRL) gazetę, gdy skrystalizował się zamiar szkoleń samorządowych, by wystawić swoja reprezentację w najbliższych wyborach lokalnych - marzenia przerwał stan wojenny wprowadzony przez politycznego bandytę Jaruzelskiego.
Zapraszam do lektury.

PRZECZYTAJ TEŻ O TYM (w tym samym co powyżej dziale) JAK WE WRONią NOC Z 13 NA 14 GRUDNIA 1981 ZOMOwcy ZDOBYLI SIEDZIBĘ TORUŃSKIEGO ZARZĄDU REGIONU NSZZ SOLIDARNOŚĆ I JAK W CIĘŻKICH WALKACH POKONALI SZAFY, TELEFAXY, BIURKA, JAK BEZLITOŚNIE ROZPRAWILI SIĘ Z IMPERIALISTYCZNYM SEREM Z DARÓW...
Strona 1 z 3 1 2 3 >
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

norbert
19/11/2015 23:59
Witam odnalazłem na liście zamęczonych przez sowietów mojego dziadka Edwarda Kanieckiego. Proszę o info gzie mogę poczytać o jego losach, jego śmierci gzie został pochowany. Posiadam sprzeczne inform

Gluchowski Krzysztof
21/11/2014 18:40
odnalazlem mojego dziadka na poz. 43.chcialbym wiedziec cos wiecej na temat jego smierci

Janp57
16/04/2012 12:49
witam serdecznie,natknołemsię ostatnio na opowieśc o puł.Piwnickim,dodaną przez pana dn.11.02.2009 gdzie moge ja przeczytac w całosci.czekam na odp.na janp57@o2.pl do napisania

wladek704
12/11/2011 12:55
Skorygowałem wiedzę na temat starosty Józefa Pląskowskiego.Dotychczas owa,to W/W był kasztelanem -przekaz ustny.Pozdrawiam Władysław- mama z Pląskowskich.

mirasowo43
11/07/2011 20:50
Witam Natknąłem się na nazwisko mojego dziadka (poz.19)zamieszczone na LIŚCIE MIESZKAŃCÓW POWIATU BRODNICKIEGO ZAMĘCZONYCH I ZAMORDOWANYCH PRZEZ SOWIETÓW OD 1940 DO 1945 .Jeżeli posiada Pan więcej

Kacper
20/09/2010 21:42
UWAGA !!! Ta strona będzie wygaszana. KONTYNUACJA NA - www.brodnicatojo.dbv.pl

Kacper
20/09/2010 21:42
UWAGA !!! Ta strona będzie wygaszana. KONTYNUACJA NA - www.brodnicatojo.dbv.pl

Kacper
20/09/2010 21:41
UWAGA !!! Ta strona będzie wygaszana. KONTYNUACJA NA - www.brodnicatojo.dbv.pl

Kacper
20/09/2010 21:40
UWAGA !!! Ta strona będzie wygaszana. KONTYNUACJA NA - www.brodnicatojo.dbv.pl

Kacper
20/09/2010 21:40
UWAGA !!! Ta strona będzie wygaszana. KONTYNUACJA NA - www.brodnicatojo.dbv.pl Piotr

Archiwum

Copyright © 2006
329,139 Unikalnych wizyt



Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie