Z NASZYCH TRADYCJI NIEPODLEGŁOŚCIOWYCH
Dodane przez Piotr dnia Maj 07 2010 21:38:12
Gdy skończyła się niemiecka okupacja Pomorza, a pod osłoną pepesz zwycięskiej Armii Czerwonej zaczęto instalować nową władzę, której już pierwsze posunięcia rozwiały nadzieję na samodzielność Polski, postanowili znów walczyć. Mieli zbyt rogate dusze aby po przegnaniu jednego okupanta kłaniać się drugiemu. Gdy nie dało się choćby pozornie legalnie zapewnić spokój swoim ziomkom, to otwarcie chwycili za broń. Wkrótce partyzanci Stanisława Balli „Sowy” przejęli niemal całkowitą kontrolę nad sporym obszarem, o kształcie wielokąta wyznaczonego przez miejscowości: Lubawa, Górzno, Radoszki, Głęboczek, Mroczno, Grodziczno, Koszelewy, Płośnica, Dłutowo.
Mimo przeprowadzenia ponad 50 akcji zbrojnych, mimo konieczności wymykania się licznym obławom bezpieki, bojców Armii Czerwonej, NKWD, nawet czołgów (pod Zieluniem), itp., oddział Stanisława Balli „Sowy” nigdy nie został rozbity. „Przeszli do cywila” z rozkazu dowódcy –kapitana Nowakowskiego „Łysego”. O ich wyczynach na ziemi michałowskiej i lubawskiej do dziś opowiada się wręcz legendy, tym bardziej, że cieszyli się wielką, autentyczną sympatią i zaufaniem miejscowych.
Z tego oddziału wyłloniła się później kolejna grupa partyzantów walczących z komunistami, także podległa dowództwu Ruchu Oporu Armii Krajowej - formacja "Cichego" (o nim też napiszę).
O żołnierzach Stanisława Balli "Sowy" przeczytaj w ARTYKUŁY/1939-1950
Na zdjęciu obok - fragment patrolu drugiego plutonu Stanisława Balli w podbrodnickim lesie. 1946 rok.